piątek, 15 czerwca 2012

...bo, ja lubię miętę


....i Lubię ten stan. Spokojny. Gdy w domu prawie cisza. Sięgam po książkę. W takiej ciszy grzechem byłoby nie zatopić się w ulubioną lekturę. Po chwili odwracam wzrok i patrzę przez okno. Ktoś leniwym krokiem zmierza kolejne metry. Kierowcy chyba wybrali inną drogę, bo ta na którą zerkam jest zupełnie pusta i to o tej porze? Wracam do lektury, którą co jakiś czas przerywam łykiem miętowego naparu...



Między łykiem, a kolejnym wersem odkrywam, że ostatnio moja miłość do "miętowości" się wzmaga. Ściągam wzrokiem rzeczy w odcieniach pastelowej zieleni, najchętniej. Nie dziwne, skoro pastele, to hit sezonu! Chociaż moja miłość jest dłuższa, bo już w zeszłym roku zakupiłam lakier do paznokci w soczyście miętowym kolorze:) A ostatnio pojawiły się u mnie 4 cudne filiżanki bez spodków niestety, a może stety? Fajnie gdyby teraz udało się dokupić spodki, np. w innym kolorze, tylko jakim? Podpowiecie?:)



.....I miętowe świeczuszki. Kiedyś w tym słoiku były turkusowe ale już się wypaliły. Może następne będą zółte?:)



.A wiecie, że na lubelszczyźnie, do pierogów dodaje się miętę? Zdania są podzielone ale mi smakuje bardzo. Od kilku lat mam swoją wyhodowaną od maleńkiego:)Jakoś sklepowie sadzonki mi nie odpowiadają. Często też suszę miętę, by zimą mieć swój susz, bo ten torebkowy, to siano. Lekko wysuszone listki mięty zalane wrzątkiem smakują jak latem!



I jeszcze jeden akcent na koniec:) Gdy pojawiła się w

de sszopie od razu zaklepałam jedną dla siebie:) To nic, gdy później dowiedziałam się, że jest turkusowa, ja widziałam w niej miętę dlatego wcisnęłam ją do dzisiejszego posta:)



A na pierwszym zdjęciu, kawałek balkonowej mięty i mój ulubiony, ziołowy fartuszek, już mocno sprany! ale i tak go jeszcze nie wyrzucę:)



....Mam nadzieję, że do następnego:)

7 komentarzy:

  1. Same cudowności! Można poczuć miętę do tej mięty ;) Ja też uwielbiam ten kolor, razem z pistacjowym :) Śliczne świeczuszki i filiżanki!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. jak jak się cieszę ze wróciłaś !!!! I że piszesz !!!
    Miętę toleruje ale w małych ilościach i tylko zmysłem powonienia, taki dzik ze mnie :)))
    A co do pierogów, to u mnie do ruskich dodaje sie troszkę mięty lub lubczyku :))
    buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny jest ten kolor... miętowy :) filiżanki są piękne,... spodeczki pasowałyby bladoróżowe, albo turkusowe, albo może w jakieś paseczki?? kwiatuszki? groszki?
    Oczywiście (jako rodowita Lublinianka) znam smak pierogów z miętą :) - moja babcia zawsze takie robiłam i jako dziecko nie przepadałam za nimi, a teraz... babci już nie ma...
    Serdecznie pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  4. miętowy kolor jest ponoć na czasie. ty pokazałaś, że jest ponadczasowy. klasyka, jak nic :-)
    liczę, że kiedyś spróbuję pierogów z miętą! brzmi smakowicie i intrygująco!

    OdpowiedzUsuń
  5. Anabel-
    oj czuję czuję:)

    Artambrozja-
    Dzięki!!!!

    Elle-
    wiedziałam, że będziesz znała ten smak!!!:)
    i ja myślę nad bladoróżowymi spodeczkami ale w kwiatuszki:) tylko, gdzie ja takie dostanę?:)

    Peggy....-
    obiecuję, że jak się nauczę ich lepić, to bedziesz pierwsza w degustacji:)

    OdpowiedzUsuń
  6. moja babcia dodaje do pierogów miętę, ja wolę do picia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jo-

    a ja i jedno i drugie, bo ja na prawdę lubię miętę:)

    OdpowiedzUsuń