wtorek, 8 września 2009

Będzie nieco dłużej, nudniej ale z happy end'em;)




Ta historia wydarzyła się kilka lat temu. Powróciłam do niej pamięcią, bo wydarzenia ostatnich dni zasiały we mnie zwątpienie....

Grupa sześciorga dobrze znających się ludzi, w tym ja, postanowiła zwiedzić nieznany kraj. Możliwości były niewielkie, oszczędności na wagę złota ale determinacja ogromna. Ten błysk w oczach każdego z nas, gdy pojawił się taki od niechcenia wypowiedziany przez jedną osobę pomysł, sprawił, że od początku wyprawa była skazana na powodzenie..

Mieliśmy niecałe dwa tygodnie by zwiedzić jak największy obszar tego Wielkiego kraju. Poruszaliśmy się wynajętym samochodem ale by było szybciej kilka rejsów powietrznych też wykonaliśmy. Nocowaliśmy w tanich hotelach, odwiedzaliśmy tanie restauracyjki-i tu niespodzianka, najlepsze naleśniki z syropem klonowym jadłam właśnie w takiej restauracji:). Kompromis na każdym kroku był wymagany, inaczej cała wyprawa poszłaby na marne.

Zbliżaliśmy się już ku końcowi naszej wyprawy. Byliśmy mocno zmęczeni, energii prawie w nas nie było. Coraz częściej pojawiły się konflikty więc postanowiliśmy zrobić sobie chwilę odpoczynku od siebie. Każdy mógł pójść gdzie chciał, to był czas na indywidualne zachcianki. Umówiliśmy się tylko co do miejsca i godziny zbiórki. Samochód zostawiliśmy pod restauracją i w drogę. Chyba potrzebowaliśmy takiego czasu wyciszenia od siebie dlatego nasze powroty były niezwykle radosne, z uśmiechami na twarzach. Jedni byczyli się na pobliskiej plaży, ktoś buszował po sklepikach, inny z aparatem na szyi zwiedzał pieszo odwiedzane miasto. Nie było nas 5 godzin.
Udając się w stronę pozostawionego samochodu, w niezwykle radosnych humorach w sekundzie nasze twarze przybrały pozę przerażenia. Nie było naszego wynajętego samochodu! Pierwsza myśli - złodzieje! Udaliśmy się do restauracji z nadzieją, że może oni coś widzieli wszak kamery były. Roześmiany Pan poinformował, ze nasz samochód został odholowany bo za długo przebywał na parkingu. Później faktycznie okazało się, że stoi znak ostrzegawczy ale my go wtedy nie zauważyliśmy.
Podano nam miejsce z którego możemy odebrać samochód-co wiązało się z kosztami. Pocieszaliśmy się, ze przynajmniej samochód mamy.
Z adresem w ręku idziemy po nasz samochód. Pierwszego napotkanego mieszkańca pytamy czy to daleko-ale on z przekonaniem odpowiada, że nie więc na taxi nie wydajemy pieniędzy tylko idziemy pieszo:)
Tylko to niedaleko przerodziło się w 2 godzinną wędrówkę a my wciąż nie dochodziliśmy do celu. Po drodze nic tylko domy, domy i żadnego parkingu ani jednej osoby, by zapytać o drogę.
Złość przez nas przechodziła. W duchu modliliśmy się by to się już skończyło. I nagle widzimy światło w oddali. Jest nadzieja-pomyśleliśmy. Światło wydobywało się z przydomowego garażu, w którym przebywał jakiś Pan. W skrócie opowiedzieliśmy mu naszą historię i zapytaliśmy o drogę. On zapewnił, że idziemy w dobra stronę ale jeszcze kawałek przed nami. Było dosyć późno więc ów Pan zaproponował, że nas tam podwiezie. W grupie panika jedni za, drudzy przeciw. Nie było czasu na kalkulacje więc stanęło, że jedziemy. Na parkingu okazało się, że nasz samochód tam jest ale jest już zbyt późno aby nam go wydali. Mamy przyjść rano. I tu dodatkowe koszty dochodzą za parking nocny...Nasz nowopoznany znajomy zaproponował,że nas odwiezie do hotelu a rano przyjedzie z powrotem i pojedziemy razem po samochód. Wstępnie zgodziliśmy się, ale już w hotelu zaczęły się podejrzenia. Niektórym wyobraźnia nie pozwalała zasnąć i urodziła się historia, że Pan R. wykorzysta nas a potem zabije...Teraz wydaje się to wszystko zabawne ale wtedy mocno byliśmy zdenerwowani i zestresowani. Rano Pan R. czekał w gotowości pod naszym hotelem z kolejną atrakcją dla nas. Zaproponował, że chętnie zostanie jednodniowym przewodnikiem po okolicy. Nie tylko ja nie byłam gotowa na takie poświęcenie i taki gest. Zbyt dużo 'dobroci' wypływało z jego strony. Podejrzenia co do złych zamiarów potęgowały. Jednak los zadecydował inaczej i zgoda na wspólną podróż została niejednogłośnie wydana.
I na tym można zakończyć historię , bo wszystko co się potem wydarzyło było pozytywne. Pod koniec pięknego dnia już nikt nie myślał o Panu R. jako pseudo-zabójcy. To był niezapomniany dzień z prawdziwym przewodnikiem. Tego, co nam pokazał w życiu byśmy sami nie zobaczyli. Historia z samochodem w tle naprowadziła nas na pomysł by podziękować w sposób szczególny naszemu 'wybawcy'. Zaprosiliśmy go na kolację. Pewnie niewiele z niej zapamiętał;) Dlatego dostał również breloczek na klucze z wygrawerowanymi naszymi imionami. Być może ma ten breloczek teraz z doczepionym kluczykiem od samochodu od którego wszystko się zaczęło..

Zakończeniem tej historii niech będą słowa wypowiedziane przez tego niezwykle uczynnego człowieka. Na nasze pytanie-co skłoniło go do takiego bezinteresownego gestu w naszą stronę-odpowiedział: Dawno temu też przyjechałem do tego kraju i potrzebowałem pomocy, znaleźli się dobrzy ludzie, którzy pomogli. Wy też potrzebowaliście pomocy, nie można było postąpić inaczej...


16 komentarzy:

  1. żałuję, ze tak bezinteresownych ludzi jest garstka.
    przerażające, co nam podsuwa umysł, gdy ktoś chce pomóc. przerażające. oceniając z boku łatwo to zauważyć i ocenić, ale większość z nas ma identyczny odruch pełen panicznych myśli.

    wcale nie było nudno, wcale nie było długo. pięknie napisałaś :)
    ściskam Cię, Kochana!

    :)

    i życzę Ci samych pomocnych dłoni. wtedy życie jest łatwiejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozytywnie nastrojona historia, bardzo dziękuję. Obyśmy więcej takich ludzi spotykali na swojej drodze każdego dnia. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna, optymistyczna historia :) daje wiarę, że są dobrzy i bezinteresowni ludzie na świecie :) Ja zawsze w to wierzę :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak...tacy ludzie istnieja i jest ich dosyc sporo , niestety to my sami stwarzamy bariery nieufnosci...Piekna historia!
    Buziaki
    magdalena/Color Sepia

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne zakończenie i jednak
    mocno budujące wiarę w ludzi,
    ale tez przyznam, ze za nic w świecie
    nie zdecydowałbym się na
    zdanie się, na kogoś obcego-
    w obcym kraju i jakimś-
    obcym miejscu...
    Jakoś jednak wieści z prasy i tv
    nie nastrajają do takiej odwagi.
    Podobnie też - nie zabieram przygodnych
    podróżnych (bo i on - Was mógł się
    przecież obawiać ;p) .
    Cóż...
    Takie czasy... ;/

    A ten człowiek - to wyjątkowa Osoba!

    Pozdrawiam ciepło!;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale to musiała być frajda,i przeżycie wielkie.
    Dobrze wiedzieć że na świecie są jeszcze ludzie bezinteresowni ,pełni ciepła .
    Fajna historia

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna historia! Powinnaś napisać jakąś książkę. Uwielbiam twój blog :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękna historia! Szkoda,że tak mało mamy do siebie zaufania. Ale często złe doświadczenia skłaniają nas do wyciągania pochopnych opinii o człowieku. Miło spotkać tak bezinteresownego pana, bo to gatunek wymierający!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetnie opowiedziane!!! Poprosimy więcej takich historyjek! Wiara czyni cuda- ja wierzę w to, że dobro powraca i ciągle są ną świecie tacy dobrzy ludzie, jak Wasz Nieznajomy -bo ludzie muszą sobie pomagać- wtedy wszystkim
    nam będzie się lepiej żyło... Pozdrawiam serdecznie!!!:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna i bardzo interesująca historia.
    Ja też miałam szczęście spotkać na swojej drodze bezinteresownych ludzi służących pomocą.
    Oby było takich osób jak najwięcej!

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hello
    Nice blogg you hav, but i did not understand a word. I like your pictures.
    Love....Ellen

    OdpowiedzUsuń
  12. :))
    niestety takie nieufne podejście jest charakterystyczne dla Polaków :)
    byłam w tym samym kraju i tam wielokrotnie przekonałam się, że takich ludzi jak opisany przez Ciebie jest tam bardzo wielu, mnóstwo ludzi oferowało mi nie raz swoją pomoc, całkowicie bezinteresownie, bo po prostu jej potrzebowałam :) u nas niestety tak różowo nie jest...

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetna przygoda! :) Dobrze ,że są na tym świecie ludzie o dobrym sercu no i dobrzy przyjaciele:) Pozdrawiam:D

    OdpowiedzUsuń
  14. przepiękna historia.. pozdrawiam cię serdecznie i jeśli pozwolisz, częściej tutaj będę zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  15. O rany. Przeczytałam jednym tchem. Mam nadzieję kiedyś trafić na tak dobrego człowieka bo jak na razie moja wiara w ludzi lekko kuleje...
    Nie licząc wspaniałych osób kóre poznałam dzięki blogowi :)
    Pięknie u Ciebie.
    Pozdrawiam ciepło,

    Polka

    OdpowiedzUsuń