wtorek, 8 grudnia 2009

Wygrałam i dostałam-oj zapachniało w domku!


Moja pierwsza wygrana właśnie do mnie dotarła!:)
Nela z Domu z kluczem przysłała mi piękne duże serducho oraz woreczek z potpourri i małe serduszka. Wszystko niesamowicie pachnie i cieszy oko. Wszystkie te cudności na pewno wykorzystam do ozdoby świątecznego stołu:)

A druga -świąteczna- niespodzianka przywędrowała od Karoliny.
Zakładka, liścik i coś, co uwielbiam najbardziej o tej porze roku. To zasuszony plaster pomarańczy w towarzystwie goździków!
Kochaniutka dziękuję za tę odrobinę zapachu z Twego domu. I Mój dom teraz wypełnił się tym zapachem;)


Moje świąteczne podarki też powinny już dotrzeć do celu. Tylko ta poczta czasem płata figle....


Pachnące pozdrowienia!

niedziela, 6 grudnia 2009

Zdążyc przed czasem...Wyniki!


Kochani!
Dziękuję za tak liczny udział w mojej mikołajkowej zabawie! Przeczytałam wszystkie komentarze- i najważniejsze- Wasze wspomnienia z Mikołajem:)

Zapytana przez Ushii o moje wspomnienia, opowiem o zabawnym, choć nie do końca uczciwym, zdarzeniu...Tej magicznej nocy, z emocji, obudziłam się wcześniej niż zwykle i ujrzałam, że mikołaj zostawił mi i mojej siostrze duże lalki. Były piękne! Tyle tylko, że moja lala miała włosy w kolorze blond, a mojej siostry czarne. Wpadłam w panikę! Jak to? To ja chciałam lalkę z czarnymi włosami! I szybko podmieniłam je.
Rano nie przyznałam się nikomu i udawałam bardzo zaskoczoną mikołajkową niespodzianką. Nie wiem czy moja mama domyśliła się czegoś, a może nawet nie widziała po ciemku co której z nas podkłada?:) Później i tak obydwie lale były przez nas 'użytkowane' i nie było znaczenia czyja jest której;)


Szczególnych zdolności nie mam- by pokazywać szerszej publiczności- ale od czasu do czasu coś mnie natchnie i wtedy działam. Z takiego natchnienia powstały te serducha. Już zdecydowałam! Zawisną na choince;) Marzą mi się jeszcze drewniane zawieszki choinkowe takie starodawne, proste bez upiększeń..
Póki co, mam serducha:)
Też piękne:)


Wiem , wiem... Nie na serducha czekacie:)Ja się tylko tak droczę, przeciągając tę chwilę..Chciałoby się napisać- Chwilo trwaj! ;)



No to losujemy:)



Szczęście uśmiechnęło się do...



Serdecznie gratuluję:)

Poproszę o kontakt w celu uzgodnienia pewnych szczegółów na podany niżej adres, by Mikołaj nie zabłądził:)




Leniwej niedzieli!

czwartek, 26 listopada 2009

Pachnący podarek

Kto twierdzi, że Mikołaj przychodzi 6 grudnia, ten kłamie:)

Otrzymałam dzisiaj- drogą pocztową- malutki, niewinnie wyglądający pakunek.
Nadawca wiele mi mówił, ale ja nic nie zamawiałam u tej osóbki!
Zdziwienie mieszało się z podekscytowaniem! Od razu otworzyłam ;)

A tam.....


Cudownie udekorowany, niesamowicie pachnący korzennymi przyprawami, pierniczek!!!
Nie wiem, jak Ty to Kochana zrobiłaś, ale wczoraj właśnie pisałam na jednym z blogów, że marzą mi się saszetki korzenne!
Co tam saszetki, Takiego pierniczka w życiu nie zrobiłam i w życiu nie dostałam!

Jak Mikołaj wygląda wszyscy wiedzą, mój jest wyjątkowy i nosi magiczne imię-Ushii ;)
Dziękuję ślicznie za ten niepodziewany podarek!
Tak niewiele potrzeba , by radość była Wielka;)

Otrzymałam także śliczną kartkę, ręcznie robioną z pięknymi rymowanymi życzeniami.
Ach, popatrzcie sami...Życzenia chowam dla siebie;)


Dziękuję Mikołajko!

Buziaki;)

P.S. Jeszcze nie ochłonęłam po niespodziance od Elle, a tu Ushii ruszyła z atakiem;):)

poniedziałek, 23 listopada 2009

Piękne niespodzianki

Takie piękności przywędrowały do mnie od niezwykle utalentowanej i skromnej Elle:)



Wiem, że już widzieliście ten cudny motyw na blogu u Elle.. Ja, z powodu choroby, nie mogłam wcześniej pokazać więc prezentuję dzisiaj:)

Kiedy pierwszy raz ujrzałam ten motyw na cynkowej puszce-oniemiałam! Puszki do tej pory nie mam, a siateczkę z tym motywem owszem. I jestem chyba jedyną osoba, która posiada takie cudo!;) A już na pewno pierwszą lublinianką, która z taką siateczką będzie przechadzać się ulicami Lublina:)
Otrzymałam również woreczek z motywem francuskim, w którym rozgościły się już pachnidełka potpourri:)

Kochana Elle Dziękuję i do zobaczenia wkrótce:)

A wszystkich, którzy mają wiedzę na temat puszeczki z tym motywem, gdzie można ją jeszcze zdobyć, bardzo proszę o informację...



Można się jeszcze wpisywać na moje candy, informacje dostępne TUTAJ



Radosnego tygodnia

czwartek, 19 listopada 2009

Candy w Bajecznej fabryce


25 listopada obchodzimy Światowy Dzień Pluszowego Misia, a jako że bajkopisarki z Bajecznej Fabryki znają doskonale takie święta, zapraszamy wszystkich do uczestnictwa w naszym pierwszym KONKURSIE (zarówno dla Waszych Pociech jak i dla Was samych!!!)

Gwarantujemy baaaaardzo ciekawe NAGRODY!!! :)


Zasady i szczegóły konkursu dostępne na Bajecznej Fabryce!
Zapraszamy do wspólnej zabawy!!!!!! :)


poniedziałek, 16 listopada 2009

It's a Candy Time!


Mikołajki tuż tuż dlatego uroczyście ogłaszam pierwsze CANDY na swoim blogu!
Niestety nie mam takich możliwości by obdarować wszystkich dlatego nagroda przewidziana jest tylko dla jednej osoby wyłonionej drogą losowania..
Ci, którzy wiedzą o mojej 'miłości' do lawendy pewnie spodziewają się lawendowych cukierasów-I dobrze się spodziewają;) Tyle tylko, że lawendowy cukierek będzie niespodzianką dołączoną do tego, co teraz możecie zobaczyć:)


Trochę starych- wciąż w świetnym stanie- poszewek, zasłonek, serwet. Jednym słowem-Vintage!


A do zabawy zapraszam Wszystkich, którzy maja ochotę na odrobinę szaleństwa.
Zasady dobrze znane - zostawiamy komentarz, informację na swojej stronie i tyle.. Aby komentarze nie były takie 'suche' poproszę Was o Wasze magiczne wspomnienia ze spotkań z Mikołajem;)
Na Wasze wspomnienia i wpisy czekam do północy 5 grudnia.
Losowanie zwycięzcy odbędzie się 6 grudnia!


A co tam! Niech będę mikołajką tego dnia:)

POWODZENIA!

niedziela, 1 listopada 2009

Pamiętajmy


Z drzew opadłe już liście. Coraz krótsze dnie. Chłodne ręce szukające odrobiny ciepła w kieszeni.

Może to jesień sprawia, że stajemy się o tej porze roku jacyś sentymentalni? Pojawia się więcej refleksyjnych myśli-bo i czas ku temu- by wspominać. Wspominać tych, których z nami nie ma. Pamiętać, bo wszyscy jesteśmy-byliśmy wyjątkowi. Choć czasem ta pamięć przychodzi późno, za późno...Może jest w tym dniu więcej smutku, może więcej wyciszenia ale taki dzień jest nam zdecydowanie potrzebny.
Tego dnia nieważna jest ilość świeczek na grobie. Nieważne są kwiaty. Ważne, co niesiemy w sercu. Bo tam jest miejsce na pamięć. To jest dobry czas. Rodzą się dobre i mądre myśli w naszych głowach.

Życzę Wam zatrzymania, zadumy w tym i jutrzejszym dniu...


sobota, 17 października 2009

W kolorach jesieni

Roztoczańska jesień, w którą wkradł się ukradkiem śnieg.
Niespodziewanie zamieszał ale chyba do twarzy mu z jesienią?











Obyśmy doświadczyli więcej pięknych akcentów tej jesieni..

środa, 14 października 2009

Bajeczna Fabryka-rusza!


Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami powstała Bajeczna Fabryka....

I chyba tak to wyglądało. Kilkanaście dziewczyn z różnych stron Polski połączyła Warszawa w osobie Karolki. Z jej inicjatywy powstał blog skierowany do najmłodszych pociech-co wcale nie oznacza, że starsi nie mają do niej wstępu;) Bajki piszemy same-jako bajkopisarki, dzieciaki malują rysunki i tak w skrócie powstaje Nasza Bajeczna Fabryka do której Wszystkich serdecznie zapraszamy. Startujemy już dzisiaj!


...I żyli długo i szczęśliwie....

mamy taką nadzieję:)


wtorek, 6 października 2009

Tradycyjne listy


Kiedyś wspominałam o listach ale w innym kontekście. Dzisiaj powracam do tego tematu, bo zbliża się Tydzień Pisania Listów-o którym dowiedziałam się od Karolki
-dokładnie od 09 do 15 października.


Tak trudno nam dzisiaj znaleźć odrobinę czasu by przysiąść nad kartką papieru z piórem w dłoni i wypisać odręczny liścik... Wiem, zbyt długa droga do przebycia. My chcemy natychmiast wysłać i od razu otrzymać odpowiedź. Sama ulegam temu pośpiechowi- zupełnie niepotrzebnie.. Może droga długa ale za to jaka niesamowita frajda, zaskoczenie, gdy ujrzy się w skrzynce tradycyjny list od znajomego, przyjaciela!- Zamiast kolejnych reklam czy rachunków, które nie sprawią nigdy takiej przyjemności, jak własnoręcznie wypisany liścik...Uważam, że nie wszystko co stare musi oznaczać démodé. Wręcz przeciwnie! Musimy pielęgnować tradycję! By zupełnie nie przepadła wśród zimnych, równo ułożonych w linijce liter wystukanych na klawiaturze od komputera..
Gorąco namawiam, a może już nie trzeba(?), do tej formy korespondencji.

Sprawmy sobie nawzajem tę przyjemność:)


wtorek, 29 września 2009

Przyszła



Szłam po dywanie
miękkim, mokrym, żółtym

Słuchałam muzyki,
którą skomponował deszcz
uderzając o granatową parasol

Jak piłeczka
podskakiwałam omijając kałuże
na swej drodze

Mimo iż nie chciałam,
to i tak wróciłam mokra do domu

Nie zapraszałam jej
Ona sama przyszła

Witaj!

wtorek, 8 września 2009

Będzie nieco dłużej, nudniej ale z happy end'em;)




Ta historia wydarzyła się kilka lat temu. Powróciłam do niej pamięcią, bo wydarzenia ostatnich dni zasiały we mnie zwątpienie....

Grupa sześciorga dobrze znających się ludzi, w tym ja, postanowiła zwiedzić nieznany kraj. Możliwości były niewielkie, oszczędności na wagę złota ale determinacja ogromna. Ten błysk w oczach każdego z nas, gdy pojawił się taki od niechcenia wypowiedziany przez jedną osobę pomysł, sprawił, że od początku wyprawa była skazana na powodzenie..

Mieliśmy niecałe dwa tygodnie by zwiedzić jak największy obszar tego Wielkiego kraju. Poruszaliśmy się wynajętym samochodem ale by było szybciej kilka rejsów powietrznych też wykonaliśmy. Nocowaliśmy w tanich hotelach, odwiedzaliśmy tanie restauracyjki-i tu niespodzianka, najlepsze naleśniki z syropem klonowym jadłam właśnie w takiej restauracji:). Kompromis na każdym kroku był wymagany, inaczej cała wyprawa poszłaby na marne.

Zbliżaliśmy się już ku końcowi naszej wyprawy. Byliśmy mocno zmęczeni, energii prawie w nas nie było. Coraz częściej pojawiły się konflikty więc postanowiliśmy zrobić sobie chwilę odpoczynku od siebie. Każdy mógł pójść gdzie chciał, to był czas na indywidualne zachcianki. Umówiliśmy się tylko co do miejsca i godziny zbiórki. Samochód zostawiliśmy pod restauracją i w drogę. Chyba potrzebowaliśmy takiego czasu wyciszenia od siebie dlatego nasze powroty były niezwykle radosne, z uśmiechami na twarzach. Jedni byczyli się na pobliskiej plaży, ktoś buszował po sklepikach, inny z aparatem na szyi zwiedzał pieszo odwiedzane miasto. Nie było nas 5 godzin.
Udając się w stronę pozostawionego samochodu, w niezwykle radosnych humorach w sekundzie nasze twarze przybrały pozę przerażenia. Nie było naszego wynajętego samochodu! Pierwsza myśli - złodzieje! Udaliśmy się do restauracji z nadzieją, że może oni coś widzieli wszak kamery były. Roześmiany Pan poinformował, ze nasz samochód został odholowany bo za długo przebywał na parkingu. Później faktycznie okazało się, że stoi znak ostrzegawczy ale my go wtedy nie zauważyliśmy.
Podano nam miejsce z którego możemy odebrać samochód-co wiązało się z kosztami. Pocieszaliśmy się, ze przynajmniej samochód mamy.
Z adresem w ręku idziemy po nasz samochód. Pierwszego napotkanego mieszkańca pytamy czy to daleko-ale on z przekonaniem odpowiada, że nie więc na taxi nie wydajemy pieniędzy tylko idziemy pieszo:)
Tylko to niedaleko przerodziło się w 2 godzinną wędrówkę a my wciąż nie dochodziliśmy do celu. Po drodze nic tylko domy, domy i żadnego parkingu ani jednej osoby, by zapytać o drogę.
Złość przez nas przechodziła. W duchu modliliśmy się by to się już skończyło. I nagle widzimy światło w oddali. Jest nadzieja-pomyśleliśmy. Światło wydobywało się z przydomowego garażu, w którym przebywał jakiś Pan. W skrócie opowiedzieliśmy mu naszą historię i zapytaliśmy o drogę. On zapewnił, że idziemy w dobra stronę ale jeszcze kawałek przed nami. Było dosyć późno więc ów Pan zaproponował, że nas tam podwiezie. W grupie panika jedni za, drudzy przeciw. Nie było czasu na kalkulacje więc stanęło, że jedziemy. Na parkingu okazało się, że nasz samochód tam jest ale jest już zbyt późno aby nam go wydali. Mamy przyjść rano. I tu dodatkowe koszty dochodzą za parking nocny...Nasz nowopoznany znajomy zaproponował,że nas odwiezie do hotelu a rano przyjedzie z powrotem i pojedziemy razem po samochód. Wstępnie zgodziliśmy się, ale już w hotelu zaczęły się podejrzenia. Niektórym wyobraźnia nie pozwalała zasnąć i urodziła się historia, że Pan R. wykorzysta nas a potem zabije...Teraz wydaje się to wszystko zabawne ale wtedy mocno byliśmy zdenerwowani i zestresowani. Rano Pan R. czekał w gotowości pod naszym hotelem z kolejną atrakcją dla nas. Zaproponował, że chętnie zostanie jednodniowym przewodnikiem po okolicy. Nie tylko ja nie byłam gotowa na takie poświęcenie i taki gest. Zbyt dużo 'dobroci' wypływało z jego strony. Podejrzenia co do złych zamiarów potęgowały. Jednak los zadecydował inaczej i zgoda na wspólną podróż została niejednogłośnie wydana.
I na tym można zakończyć historię , bo wszystko co się potem wydarzyło było pozytywne. Pod koniec pięknego dnia już nikt nie myślał o Panu R. jako pseudo-zabójcy. To był niezapomniany dzień z prawdziwym przewodnikiem. Tego, co nam pokazał w życiu byśmy sami nie zobaczyli. Historia z samochodem w tle naprowadziła nas na pomysł by podziękować w sposób szczególny naszemu 'wybawcy'. Zaprosiliśmy go na kolację. Pewnie niewiele z niej zapamiętał;) Dlatego dostał również breloczek na klucze z wygrawerowanymi naszymi imionami. Być może ma ten breloczek teraz z doczepionym kluczykiem od samochodu od którego wszystko się zaczęło..

Zakończeniem tej historii niech będą słowa wypowiedziane przez tego niezwykle uczynnego człowieka. Na nasze pytanie-co skłoniło go do takiego bezinteresownego gestu w naszą stronę-odpowiedział: Dawno temu też przyjechałem do tego kraju i potrzebowałem pomocy, znaleźli się dobrzy ludzie, którzy pomogli. Wy też potrzebowaliście pomocy, nie można było postąpić inaczej...


czwartek, 27 sierpnia 2009

Czas na Powroty




Wrzesień prawie w progu.
A my łapiemy ostatnie promienie lata. Wyciskamy ostatnie soki z ogródkowych grządek. Leniwym krokiem podążamy ku powrotom...
Dla niektórych, wrzesień będzie początkiem nowej drogi, nowych wyzwań i zmian.
Ktoś powróci do szkoły, inni wrócą z urlopów do pracy, ktoś rozpocznie nowy rozdział w swoim życiu.
Zapewne zbraknie czasu na rozmowy o niczym do późnych godzin nocnych. Powróci zmęczenie po całodniowym dniu pracy. Ot taki syndrom pourlopowy przed nami:)
Na szczęście przyroda wie, jak nam poprawić nastrój i serwuje co nieco ku uciesze oka.
Wrzesień nierozerwalnie kojarzy mi się z pięknymi wrzosami o różnokolorowym ubarwieniu. Szczęśliwy ten, kto znajdzie się na wzgórzu porośniętym tym kwieciem, poczuje wiatr na policzkach i zatopi się w pięknie krajobrazu.. ja nie mam takiej możliwości więc zakupiłam sobie na pobliskim straganie sadzonki, które powędrują na balkon.
Smutny wrzesień przed nami? O nie! Radość tkwi w małych szczegółach, gdy ją odnajdziemy będzie ona Wielka:)

Udanych powrotów!


sobota, 8 sierpnia 2009

O tym, co może powstać z nicnierobienia:)



Budzisz się rano z myślą- trzeba znowu wstać! Spojrzeć prosto w oczy szarzyźnie dnia codziennego, ponurego i nie zapowiadającego nic nowego. Ulubiona muzyka płynąca z radia nie wywołuje Twojego entuzjazmu, jak kiedyś.. Pachnąca, aromatyczna kawa smakuje wyjątkowo niedobrze, a śniadanie nie chce przejść przez gardło. Snujesz się z kąta w kąt bez celu. Nie odbierasz telefonów, bo i tak nikt Ważny nie zadzwoni.
...


Jednak za sprawą zupełnie obcych ludzi, nowo poznanych, Nasze dotychczasowe spojrzenie może zmienić się o całe 180 stopni. Oni wnoszą świeżość, której nie mogą dostarczyć starzy znajomi, zmęczeni Naszymi problemami. Wyciągają dłoń w Naszą stronę, jakby po cichu mówili, będzie lepiej. Nie będzie lepiej natychmiast, od zaraz! Ale z każdym kolejnym dniem, zaczynamy na nowo odkrywać smak kawy o poranku. Jeśli jest szaro, to tylko na zewnątrz, bo pogoda się popsuła. U Nas świeci słońce i teraz to ono zagląda z kąta w kąt-My już nie.

Z takiego wcześniejszego nicnierobienia mogą powstać całkiem udane 'tworki' o zapachu suszonej lawendy:) Cóż, ten zapach zostanie ze mną na długi czas, jak i Osoba dzięki której poczułam nie tylko lekki wiatr zmiany



Ale coś jeszcze, bardziej cennego...



To dla Ciebie K.!
Dużo wiary we własne możliwości. Jeśli mocno uwierzysz, tak się stanie...


niedziela, 2 sierpnia 2009

Moja lawenda konwaliowa-Wyzwanie!



Dwie blogerki Alewe i Anne jakiś czas temu ogłosiły konkurs florystyczny! Trochę ociągałam się i teraz postanowiłam wziąć w nim udział.
Zasady są takie, że głosować mogą wszyscy, nie ma żadnej spec (jalnej) komisji;)
Głosy oddajemy w komentarzach wybranego bukietu...i Tyle;)
Wszystkie zgłoszone projekty do obejrzenia na stronie organizatorów!

Mój bukiet powstał, jak widać wyżej, z mojej ukochanej lawendy i tegorocznej konwalii majowej. Z wiadomych powodów nie są to żywe kwiaty, a zasuszone. Niemniej jednak, lawenda wciąż pachnie;) Wiem, że zrobiłam kompozycję banalnie prościutką, którą małe dzieci są w stanie ułożyć, dlatego dodatkowo postanowiłam sama wykonać dla tego bukieciku wazon! Mój 'wazon' to tak naprawdę sakiewka, którą uszyłam i dodatkowo przewiązałam koronką by było bardziej wyjściowo;) I tak powstała moja lawenda konwaliowa lub konwalia lawendowa;)

Ciepłych dni wypełnionych zapachem lawendy;)

poniedziałek, 27 lipca 2009

Przepytywanki



Kochana Karolka z peggykombinera, która od wczoraj jest posiadaczką swojego blog'a, przywołała mnie do tablicy.
Karolka! Są wakacje, a ja jestem nieprzygotowana:) W związku z czym, poniższe słowa mogą nieco odbiegać od rzeczywistej rzeczywistości;)

4 miejsca, w których mieszkałam:

New York
Evesham
-
Lublin

4 miejsca, do których lubię wracać:

są w moich myślach;)

4 ulubione potrawy:

oczywiście kurczak, pod każdą postacią;)

zupa krem z borowików

sernik na zimno

lody miętowe

4 potrawy, których nie znoszę:

kapuśniak

wątróbka

naleśniki z serem

makowiec

4 pasje:

lawenda

lawenda

lawenda

i.........nie napiszę, że lawenda;)

4 miejsca, które bym zwiedziła gdybym miała taką okazję :

PROWANSJA
-właściwie to nie wiem, czemu tam jeszcze nie zawitałam? Jeśli ktoś planuje podróż w tamte strony, to chętnie wskoczę do jego walizki:) Nie ważę dużo;):)

4 rzeczy, które bym chciała zrobić, przeżyć:

są do realizacji, jak Bóg pozwoli:)

4 miejsca pracy:

poza domem;)

4 seriale, programy, które lubię:

Gotowe na wszystko

Fakty

4 ulubione filmy:

Śniadanie u Tiffany'ego

Rejs

Okno na podwórze

Duma i uprzedzenie

4 osoby, które zapraszam do zabawy:

Szanuję całą blogową rodzinkę ale nikogo dalej nie typuję do spowiedzi;)
Zrobiłam to tylko na życzenie Karoli;)

piątek, 24 lipca 2009

Niedzisiejsza miłość

List miłosny

Pani!
Dlaczego Cię kocham? Skąd się ta miłość wzięła? Czy będę Ci zawsze wiernym?...Bolesne to pytania, które mi zadajesz, bolesne, bo tkwi w nich pewna nieufność, a na nią nie zasłużyłem!
"Kocham Cię dla Ciebie samej! kocham Twoje oczy, bo przez nie czytam Ci w duszy, kocham Twe usta, bo one nie kłamią, kocham twe lica, bo na nich widzę rumieniec, który mi mówi o Twojem fizycznem i moralnem zdrowiu! Kocham Twe ramiona, bo one- gdy wzajemność Twą zyskam- otworzą mi się do uścisku. Kocham całą Twą postać, bo jesteś mi uosobieniem prawdy, wdzięku naturalnego i kobiecości! Kocham Cię całą, boś jest wcieleniem mego ideału!".
Oto credo mojej miłości.
Bądź przekonana, że Cie kocham - i wiernym Ci zostanę i nie dręcz temi przykremi wątpliwościami i pytaniami
Twego do grobu



Ten miłosny list znalazłam w pięknej i zabawnej książce M.A. Zawadzkiego "Przewodnik Zakochanych, czyli Jak zdobyć szczęście w miłości i powodzenie u kobiet".
Niedzisiejsza książka, z niedzisiejszymi poradami dla niedzisiejszych osób!
Jednak czasem chciałoby się podsunąć do czytania taką lekturę Naszym Kochanym Panom;)
Ktoś powie- to niemodne, nieaktualne, tak dzisiaj się nie mówi! Owszem, bo dzisiaj panuje prostactwo, bylejakość i tandeta-by nie powiedzieć bardziej dosadnie!;)
Oprócz miłosnych listów, dowiemy się również, jak należy(ało) prowadzić rozmowy towarzyskie i o stosownym ubieraniu się odpowiednio do okoliczności.

Nic nie jest idealne. Są wady i zalety tamtego czasu. Moja romantyczna dusza tęskni za pięknym słowem, jakiego można użyć do wyrażenia miłości...

Zasyłam pozdrowienia;)

sobota, 27 czerwca 2009

Folklor po polsku


Kolorowe stroje, przepiękne hafty, prosta, ale jakże dźwięczna muzyka.
Wczoraj po raz 43 zagościło w Kazimierzu Dolnym Święto Folkloru. Kto nie zdążył, ten ma szansę jeszcze jutro usłyszeć na żywo brzmienie ludowych skrzypek, czy heligoncek. Muzyka i śpiewy będą towarzyszyć od rynku po bulwar nad Wisłą, a stragany zapełnią się po brzegi rękodziełem.
Warto pielęgnować i przypominać początki naszej muzykalności.

Spalona słońcem, z ludowymi przyśpiewkami, które wciąż słyszę w swojej głowie, wróciłam do domu:)

Pozdrawiam na ludową nutę...